You are currently viewing Nieobowiązkowa szkoła – komu będzie się chciało tam chodzić?

Nieobowiązkowa szkoła – komu będzie się chciało tam chodzić?

  • Post comments:0 Komentarzy

Częstym argumentem przeciwko nieobowiązkowej edukacji, jest spadek motywacji u uczniów chodzenia do niej, co spowoduje krach gospodarczy czy diametralny wzrost analfabetyzmu w Polsce. Czy te obawy są słuszne?

Zacznijmy od tego, że wyróżniamy dwa rodzaje motywacji: zewnętrznej i wewnętrznej. Motywacja zewnętrzna to angażowanie się w jakieś działanie przez bodziec zewnętrzny, tj. przymus. Rodzic, który karze dziecku posprzątać pokój korzysta z motywacji zewnętrznej. Tak samo, jeśli policja mnie zatrzymuje, to zatrzymuję się nie dlatego, że to da mi komfort, ale dlatego, że jest taki nakaz – przymus państwowy. Zaś motywacja wewnętrzna to wykonywanie jakiejś czynności z pobudek wewnętrznych, tj. chęcią zaangażowania się w daną czynność. Oczywiście motywacja wewnętrzna jest efektywniejsza i na niej powinno opierać się szkolnictwo, ale czy to możliwe?

Prakseologia to nauka o ludzkim działaniu. Odpowiada na pytania, dlaczego człowiek działa? Nie lepiej byłoby leżeć na kanapie i oglądać telewizor? – a no tak, to też działanie. Aksjomat ludzkiego działania stwierdza, że człowiek działa, ponieważ dąży do zamiany obecnego stanu rzeczy na stan bardziej komfortowy w przyszłości. Jeśli pracujesz na etacie, to nikt prawdopodobnie nie zmusza Cię do tego. Nie ma obowiązku pracy, a jednak to robisz, dlaczego? Bo wiesz, że pracując więcej, możesz w przyszłości znaleźć się w bardziej komfortowej sytuacji niż obecnie, czyli np. kupić większy dom. Jeśli jesteś złodziejem, również stwierdzasz, że po udanej kradzieży możesz sobie na więcej pozwolić. Ludzie którzy nie kradną – nie robią tego ponieważ:

  • prawo im tego zabrania, co zwiększa ryzyko zmniejszenia komfortu, tj. trafienia do więzienia
  • wyrzuty sumienia zmniejszają komfort

Ja również piszę ten post nie dlatego, bo ktoś mnie zmusił do tego, albo bo chcę zmniejszyć swój komfort. Robię to dlatego, ponieważ wierzę, że dzięki naszym działaniom możemy zmienić obecny stan edukacji na bardziej wydajny, co zaspokoi nasz komfort.

Kluczem działania jest rynek, który „wymusza motywację wewnętrzną u ludzi”. Pamiętasz może, jak się uczyłeś mocno do matury? Ktoś Cię do tego zmusił? Niektórych może rodzice, ale prawdopodobnie uczyłeś się do matury, ponieważ chciałeś polepszyć swoją sytuację materialną: znaleźć dobrą pracę -> zarabiać dużo pieniędzy -> zaspokoić swój komfort. Bez matury znalezienie dobrze płatnej pracy jest trudniejsze, chociażby dlatego, że nie możesz iść na studia, które zwiększają prawdopodobieństwo przyjęcia Cię do dobrze płatnej pracy. W takim razie miałeś motywację wewnętrzną, bo wiedziałeś, że dzięki temu możesz zaspokoić swój komfort w przyszłości.

Nie miałeś żadnego człowieka, który stał nad tobą i powiedział „ucz się tego”, miałeś nad sobą widmo zdychania na ulicy – widmo stanu niepożądanego. Z obawy przed dojściem do takiego stanu zacząłeś się uczyć. Rynek wymusił na tobie, abyś się uczył, co docelowo sprawiło, że miałeś motywację wewnętrzną – niesamowite. Czy możemy być jednak pewni, że dzieci będą w stanie wyobrazić sobie takie widmo i z własnej woli zacząć się uczyć?

Jako inicjatywa SUSSEN nie jesteśmy za zniesieniem władzy rodzicielskiej. To rodzic powinien decydować, czego i w ogóle czy jego dziecko ma się uczyć. Dziecko nie jest istotą w pełni świadomą, niezależną, odpowiedzialną. Dziecko na początku jest krótkowzroczne, nie rozumie, że ucząc się tego, może dostać lepszą pracę i dzięki temu więcej zarabiać. Dlatego uważamy, że rodzic może używać przymusu, tj. wzbudzać motywację zewnętrzną, u swoich dzieci. Gdyby nie to, to dziecko jakby chciało mogłoby spaść z balkonu, zjeść proszek do prania, albo pobić kolegę. Póki rodzic za nie odpowiada (czyli do 18 r.ż), to rodzic może w pełni o nim decydować. Jaka więc różnica, czy przymusi mnie rodzic czy państwo?

Jeśli państwo ustanawia przymus szkolny, czyli również zakazuje rodzicom decydować w pewnej kwestii o swoim dziecku, to państwo bierze odpowiedzialność za edukację dziecka. Problem w tym, że co z tego, że państwowa edukacja niszczy kreatywność dziecka, jak nie ma jednej konkretnej osoby, którą można za to obwiniać? Państwo to niezliczona rodzina. Tysiące biurokratów decyduje o milionach dzieci, których w ogóle nie znają. Jak więc może się zrodzić prawdziwa odpowiedzialność państwa za dziecko?

Poza tym rodzic najczęściej chce dobrze dla swojego dziecka. Nie wybierze mu edukacji, która przemieni go zombie, a dodatkowo to raczej nie wybierze też jakiejś szkoły, którą dziecko będzie nie cierpiało. W skrócie rodzic wybierając szkołę dla dziecka (lub inną formę nauki) będzie patrzyło, czy po niej dziecko poradzi sobie w przyszłości, a po drugie, nie będzie to tak bardzo oderwane od zainteresowań dziecka, a może nawet stuprocentowo zgodne z jego pasjami. Państwo nie jest w stanie zobaczyć cierpienia pojedynczego ucznia, któremu nie podoba się system edukacji. A nawet jak się nie podoba, to co z tego? Kacper Borys.

#SUSSEN #WolnaEdukacja #EdukacjaPAN

0 0 polubienia
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
Wczytaj odpowiedzi
Zobacz wszystkie komentarze